Bardzo dobre pytanie. Myślę, że powinienem się zastanowić na tę jakże ważną proporcją odnośnie mojego bloga. Czy treść jest należycie pokreślona, wyeksponowana. Czy forma nie zamazuje ogólnej myśli, która staram się przekazać? Czy emocje, które zwykle towarzyszą mi przy pisaniu nie zasłaniają nie błędów jakie popełniam? Z może forma jest zbyt uboga. Może powinny pojawiać się wyskakujące okienka z cyckami. Może jakieś filmiki, zdjęcia, komiksy. Ale czy wtedy dałoby się w ogóle zauważyć treść.
Myślę, że zawsze należy zachować równowagę. A chciałbym przegadać to na przykładzie muzyki.
Wczoraj przesłuchałem nową płytę Pezet/Małolat „Dziś u mnie w mieście”. Bardzo fajna zarówno tekstowo jak i muzycznie. Czasami bardzo mocne, wulgarne teksty. Ale czasami tak trzeba. Czasami tylko twarde, bolesne określenia trafią pod czaszkę i spowodują jakieś poruszenie szarych komórek. Bardzo podoba mi się również warstwa muzyczna płyty, różnorodne bity. A zarazem wszystkie świetne. Jedyne co mocno rzuciło mi się na uszy to właśnie proporcja formy i treści. W niektórych kawałkach naprawdę mocno trzeba było się sprężyć aby zrozumieć dany wers, ponieważ muzyka go po prostu zagłuszała.
Ale to nie tylko problem tej płyty. Jeżeli w ogóle można mówić o problemie. Scena się zmieniła. Każdy chce czymś zaskoczyć. To oczywiste. Jako, że tekst jest dobrze napisany, dziesięć razy przemyślany, pięć razy przesłuchany to w tej kwestii ciężko jest czymś zaskoczyć mając już jakąś tam wyrobioną renomę. Chodzi mi o to, że słuchają płyt które wyszły w tym roku, „Zapiski z 1001 nocy”, „Tylko dla dorosłych”, „fuckTede”, „Abradabing”, „Dziś w moim mieście” i jeszcze kilka innych, pod względem tekstowym nie można im nic zarzucić. Dojrzali, dorośli faceci, przebywający już długo na scenie, tworzący tę kulturę Hip-Hop’ową, nie wypuszczają już bubli z których mogliby się wstydzić. I dobrze. Więc aspektem który może wyróżnić płytę z tłumu jest forma. W jej skład wchodzi pomysł, bity ale również okładka, pudełko. Zapewne głównym powodem wybierania takiej drogi jest chęć zaspokojenia siebie, samozadowolenia, zachwytu, pokazania innych swoich umiejętności. I dobrze. Tylko, jak w każdym aspekcie życia należy znaleźć jakiś złoty środek. A moim skromnym zdaniem środek w tej sprawie leży całkowicie nie pośrodku. Treść jest dominującym czynnikiem w rapie. To treść na sprawiać, że słuchając pięćdziesiąty raz danego kawałka powiem „O kur*a, przecież to jest o mnie. Dlaczego wcześniej tego nie słyszałem.”
Dawniej muzyka, równo uderzający bit, był po to abyś na koncercie mógł machać rękami, abyś mógł spojrzeć na las równo falujących rąk. Uderzające werble były po to abyś wieczorem na słuchawkach mógł rytmicznie poruszać głową. Aby to poruszanie wprowadziło cię w odpowiedni nastrój abyś jak najpełniej mógł poczuć moc płynącą z głośnika, abyś mógł zrozumieć to co ktoś chce ci przekazać, abyś mógł to przemyśleć. Może dlatego nadmiar pisków, zgrzytów i innych sztucznie wyemitowanych dźwięków mi przeszkadza. Nie mówię, że to jest złe i nie pojeżdżam cały czas na płytę „Dziś w moim mieście” czy nowa płyta L.U.C’a. Po prostu jaram się słuchając płyt „Kinematografia” czy „Światła miasta”.
Pamiętam jak byłem kajtkiem. Siedzieliśmy jak co wieczór na murkach za szkołą. Niekiedy przyjeżdżali z sąsiedniej wsi pewni kolesie. Jeden z nich miał prawko i nadzianego starego co kupił mu Hondę Civic. Szary metalic, jakiś spory silnik, nie pamiętam dokładnie i konkret nagłośnienie w środku. Pamiętam, że oni słuchali rapu. Paktofonika, Kaliber. Pamiętam jak jeden z nich, Pirkel, jarał się na „Jestem Bogiem”. Myślę, że on zmarnował swoją szansę. On miał flow, czuł tę energię. Gdyby wtedy dobrze pomyślał, może teraz wszyscy byśmy znali jego ksywę.
To jest właśnie to czego teraz potrzeba, klasyki. Dlatego odpalę teraz „klasyczny Rap z Torunia”, doskonałą płytę świetnego polskiego Rapera czyli „Kilka numerów o czymś”. Bardzo żałuję, że nie mogłem być na koncercie Małpy w Mechaniku. Dwa kroki od akademika, w budynku mojej uczelni, mojego wydziału, gra koncert Raper, którego mocno szanuję a ja dowiaduję się o tym dzień przed koncertem, kiedy to jestem sto kilometrów od Warszawy. Ktoś z WRS’u musi za to beknąć!
CU.
Listopad 26, 2010
Grudzień 14, 2010 at 12:06 pm
kiedy nowy wpis??:)
Czerwiec 22, 2011 at 10:25 pm
nie zapomnij o wpisach:)