Zastanawiam się czemu sobota często wpędza mnie w ponury nastrój. Doskonałym przykładem jest dzisiejszy wieczór. Siedzę sam w akademiku, piętro niżej jest impreza. Chyba nawet gruba, muzyka gra ludzie słychać, że się bawią, tańczą, śpiewają a ja mimo to siedzę sam w pokoju.
Może to przez te studia. Pracuje dość ciężko w tygodniu, późno kładę się spać, wstaje wcześnie. Może to zmęczenie. Chociaż pamiętam czasy któryś tam wakacji, kiedy to dobudowywaliśmy dom, kiedy to potrafiłem po całym dniu pracy, przy betoniarce lub całym dniu spawania nakrętek do słupków, jechać na dyskotekę. Wiecie jaki odlot jest na dyskotece gdy na się naświetlone oczy. Wow. Masakra. Czujesz się jak nieźle zjarany, wszystko się rozmywa. I nic nie trzeba pić ani palić, żeby być nastukanym. Niezłe nie?
Może to jakieś takie wewnętrzne znudzenie, rozleniwienie, wkurzenie. Nie umiem tego do końca sprecyzować. Bo jak może się nie chcieć iść na imprezę.
Może to dlatego, że nie mam z kim spędzać tych sobotnich wieczorów. Nie mam z kim iśc na spacer nad Wisłę. Nie mam z kim oglądać podświetlonego kościoła na placu Zbawiciela, Gmachu Głównego Politechniki, PKiN i wielu innych pięknie oświetlonych budynków w Syrenim Grodzie. Bardzo lubię tę nazwę. Samo miasto też. A Syreni Gród nocą to już pełnia szczęścia.
Przesadzam, wiem. Ale sobotni wieczór nie pozwala mi nie myśleć i tych sprawach, jak to ładnie w książkach nazywają, sercowych. Nie chodzi o to, że przez to jestem nieszczęśliwy i nie chodzi o to, że na siłę szukam. Po prostu czasami cholernie smutno samemu. Dodatkowo przyglądając się na szczęście innych. Smutno i tyle.
Wiem, osobno lepiej, osobno lżej, jak śpiewali panowie z Lady Pank. Wiem, nie wierz nigdy kobiecie, radzili chłopaki z Budki Suflera. Wiem,wszystko wiem ale ta godzina, ten dzień to nie jest dobry czas na szukanie, analizowanie. Tym gorszy na zadręczanie się, zamulanie.
A więc RedBull i do pracy. Elektrotechnika, angielski, postawy konstrukcji urządzeń precyzyjnych. To świat który ma jasne reguły. Nie umiesz – bardzo źle! Umiesz – może być. Brutalna ta Politechnika.
Ale na szczęście odnajduję się w niej. Może dlatego, że sam nie jestem łagodny. Zapieram się rękami, nogami, spinam odbyt i napieram. A dodatkowo jeszcze znajduję w tym kawałek spełnienia, zainteresowania, dowartościowania.
Zapisałem się do Koła Naukowego Zaawansowanych Technologii. Poważnie brzmi? Bo takie właśnie jest. Uznaję to jako płynne przejście z fazy studiowania do fazy pracowania. Wydaje mi się, że będzie to pierwsze poważne zastosowanie zdobytych przeze mnie umiejętności w praktyce. Jest to taki przedsmak tego co będzie mnie czekało po studiach. Ma to mnie przestrzec przed szokiem, jakiego bym doznał kończąc uczelnie i idąc do pracy. Skoro starsi, bardziej doświadczeni studenci mi tak mówią to chyba muszę im wierzyć. Nie pozostaje mi nic innego jak rozwijać się. Napierać. Brnąć w to dalej. I słowo “brnąć” nie zostało tu użyte przypadkowo.
Listopad 20, 2010
Listopad 22, 2010 at 1:45 pm
Znam doskonale uczucie jakie dopadło Ciebie i nie dziwie Ci się,jest to ciężkie, jeszcze bardziej jak wiesz, że nie masz żadnego oparcia.
Ale pamiętaj że masz przyjaciół, z którymi może warto w takich chwilach porozmawiać??
Mam nadzieję,że jednak ten wieczór nir był taki zły do końca?????
Listopad 22, 2010 at 3:55 pm
Spoko, musimy się kiedyś umówić na rajd turystyczny po mieście. Czas obczaić gród.