Czy to jest możliwe, że pewni ludzie nie widzą koloru szarego? Może jest jakaś taka choroba która nie pozwala nam zauważać czegoś pomiędzy.
Albo się kogoś kocha, przyjaźni się z nim, uwielbia się go. Jest się dla kogoś miłym, czasami nieszczerym aby być miłym, mówi się jedynie o rzeczach przyjemnych, nie narzeka się na tę osobę. Opowiada jej się wszystko o sobie, czym aktualnie się zajmuje, co nam ciąży, co nam przeszkadza, opowiada się zupełnie o wszystkim.
Albo nienawidzi. Kontakt się urywa, jest tylko ból, krzyk, złość. Koniec znajomości, koniec wszystkiego.
Albo przyjaźń albo nienawiść.
Wybór należy do mnie.
Ale ja nie umiem wybrać. Nie chce skręcić w prawo, nie chce w lewo. Chce iść środkiem, na przełaj. Chce mieć wybór, chce być wolny, niezależny, szczęśliwy. Chce cieszyć się z radości, chce śmiać się, biegać po łące, chodzić na długie nocne spacery.
Nie chce być zależny, nie chce się ze wszystkiego tłumaczyć, nie chce być zniewolony, przywiązany. Nie chce codziennie się męczyć. Nie chce wysłuchiwać codziennie tego samego, przykrości z którymi nic nie mogę zrobić.
Przyjaźń to wzajemna szacunek, zaufanie, przyjemność z obcowania razem. To nie jest codzienna rozmowa. To jest świadomość, że mogę zadzwonić, porozmawiać. Ale to też logiczne i ograniczone korzystanie z tego dobrobytu.
Nienawiść to odraza jaką czujemy do drugiej osoby, to pogarda jaką wyrażamy w jej kierunku, to niemoc spojrzenia w kierunku tej osoby. Czy aby to miałaś na myśli?
Listopad 10, 2010