Po wczorajszym bardzo długim spacerze ulicami Warszawy postanowiłem spisać moje przemyślenia jakie zdołam odświeżyć z tego jakże smutnego wieczoru. Dlaczego smutnego? Nie wiem. Zostałem sam w pokoju w akademiku i postanowiłem rozchodzić tę wewnętrzną gorycz jaka mnie dopadła. Tak, wiem, że to złudne. Wiem też, że alkohol nie rozwiązuje żadnych problemów. Mleko się skończyło więc skoczyłem piętro niżej na metę (otworzyli niedawno) dwa Pstrągi i jazda.

Ciężko było się skupić na czymkolwiek przepychając się Krakowskim Przedmieściem pomiędzy biegnącymi gdzieś lanserami, karierowiczami, dupami, kobietami. Dlatego skręciłem w lewo, w kierunku Wisły. Jakieś małe uliczki, ciemno, cicho, nareszcie. Obrałem azymut i idę. Oczywiście po kilku skrętach już nie wiedziałem gdzie jestem ale nic, pomyślałem, Powiśle nie jest takie duże.

Tyle co zdążyłem to zadać sobie pytanie: Dlaczego?

Dlaczego ona nie żyje. Siostra kolegi z grupy. Zasnęła wieczorem i rano już się nie obudziła. Jak to jest możliwe? Młoda dziewczyna, silna, zdrowa. Odeszła.

Nie mówię umarła, bo w końcu jestem wierzący. Pierwszego na cmentarzu z całego okropnie długiego kazania wyłapałem kilka mądrych zdań. I właśnie jedno dotyczy słowa umrzeć. Dlaczego (pozwolę sobie użyć słowa my, ateistów przepraszam) dlaczego my, wierzący mówimy „Wczoraj umarł/umarła …”. Bo skończyło się życie. Ok. A dlaczego gdy umierał Papież Jan Paweł II wszyscy mówiliśmy „Odchodzi/odszedł do domu Ojca”. Zastanawiające, nieprawdaż?

A więc odeszła. Szukam sensu. Szukam znaczenia, znaku, wyzwania dla nas w tym co się stało. Tak trudny był ten rok. Tyle razy zastanawiałem się nad śmiercią. Lukasz pierwszego kwietnia. Tragedia 10 kwietnia. Tyle nieszczęść w postaci powodzi. Mama Sysi. Teraz jakiś czas temu ten wypadek busa. Często pytam. Po co to wszystko? Co chcesz nam powiedzieć. Znajduje różne odpowiedzi zapewne jak każdy. Chociaż, czy ktokolwiek się nad tym zastanawia dłużej niż 5 minut.

“Tydzień temu chciał się mój znajomy zabić
Panie świeć nad jego duszą wśród łakomych cmentarzy
Se pozwalamy, nasze nawyki zwłaszcza
Tak zabija nas alkohol i kluczyki do auta”
O.S.T.R. – Track 12

Odeszła ale my żyjemy. Staram się pomagać jemu, aby przetrwał. Ale to cholernie trudne. Nie umiałem się zachować wobec dziewczyny Łukasza. Jak zachowam się teraz nie wiem. To takie skomplikowane.

Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do tak odpowiedzialnej roli. Nie poradziłem sobie z zachowaniem dziewczyny Łukasza. Wydawała mi się sztuczna, zakłamana. Wkurwiało mnie to, bo byłem pewien, że wiele z jej zachowań było na pokaz. Teraz nie wiem. Stała pierwszego nad jego grobem. Byłem zapaliłem znicz, pomodliłem się. Odszedłem. Nadal nie umiem z nią rozmawiać. Byłem dla niej niesprawiedliwy. Dałem zawładnąć się emocjom. Zbyt szybko wydałem wyrok. To był błąd. Może miłość istnieje, i może ona go kochała. Nie wiem, nie dowiem się tego nigdy.

Jutro się z Nim spotykam. Nie uważałem, że jesteśmy jakimiś tam kumplami. Ok lubiliśmy się, często gadaliśmy, byliśmy razem w zespole na laborkach, spotykaliśmy się często na imprezach. Nie myślałem, że to właśnie ze mną będzie chciał rozmawiać, że mi zaufa. Zapewne powinienem przyjąć to jako props i tak zapewne jest. Co nie zmienia jednak faktu, iż najzwyczajniej się boję. Boję się, że swoim nieogarnięciem zadam mu ból, że przywołam jakiś fragment z tego tak trudnego dla niego okresu.

Nic. Życie musi toczyć się dalej. Musimy walczyć dalej.

“No przecież nikt nie obiecywał nam, że będzie łatwo.
Zamiast łóżka, czterech ścian, tylko powietrze i karton.
Przedstaw szczęście tym faktom,
I tak Ci nikt nie powie gdzie w szaleństwie tym wartość”
O.S.T.R. – Track 12