Nigdy, ale to nigdy nie pójdę sam do klubu. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Wczoraj napatrzyłem się na samotnych typów na parkiecie. Niski koleś w kraciastej koszuli. Włosy lata bujności mają już za sobą. Teraz tylko skrzętne uczesanie pozwala na nieudolne zasłonięcie postępującej łysiny. Za dwa lata kolano jak się patrzy. Oczy podkrążone, cera lekko podniszczona. Wiek, cóż życie. Popija małe piwko i lekko podskakuje na parkiecie.
Drugi koleś to wypisz, wymaluj lokalny gamoń. Spodzień dresowy, jakby z treningu wracał. Tępy wyraz twarzy, jeszcze bardziej uzwierzęcony przez kolejne piwko strzelone przy barze. Przejechał dziś z kumplem gulfem na dyske.
Trzeci bujna czupryna, lekko kręcona, włosy jeszcze silne. Ładna okularki. Modna koszula, spodnie, buty. Widać ma hajs. Pociąga już którąś z kolei szklaneczkę whisky z colą. Jak go ujrzałem akurat przechodził i ją zobaczył.
Wszyscy jak jeden, gapili się jak sroka w gnat. Pierwszy nieśmiało, niby przechodził, rzucił okiem, potem wracając potem czegoś pewnie zapomniał. Zaczął tańczyć obok i zerkać. Drugi bezpardonowo. Stał obok niej, głowa skręcona i gapi się. Z jak naklejonym na zakazanej mordzie szyderczym, choć w jego mniemaniu zapewne ponętnym uśmieszkiem. Ble. Trzeci stanął jak wmurowany. Nie może oderwać wzroku. Stoi trochę dalej, ona go nie widzi, a może widzi. To nie istotne. Dla niego jak na tę chwilę jest tylko ona. Zachowuje się jak wąż, w którego zasięg podeszła ofiara. Nie chce wykonać niepotrzebnego gestu aby jej nie spłoszyć. Czeka na odpowiedni moment do ataku. Tak on czeka i mędrkuje jak by tu ją poderwać. Przypomniały mi się wtedy wszystkie odcinki serialów kryminalnych typu CSI. Następnego dnia pewnie znajdą ją zgwałconą w lesie. To okropne. Wyrzuciłem tę myśl szybko.
Ona, cóż naprawdę była ładna. Delikatne rysy twarzy. Zgrabne ciało okryte czarną sukienką. Taką małą czarną jak z Śniadania u Tiffaniego. Szeroki piękny uśmiech. Ładne nogi. Tak, podobała mi się. W końcu była bardzo atrakcyjna. Tylko ta banda śliniących się samców cały czar zabrała. Patrzyli na nią jak wygłodniałe wilki na młodego cielaka, który jest łatwą zdobyczą na dzisiejszy wieczór. To ohydne.
Każdy z nich uderzył do niej. Poprosił ją o taniec, mniej lub bardziej kulturalnie. Wszystkim odmówiła. Pięknie!
-
I w klubie, który w poniedziałki zazwyczaj był pusty
Spotkałem ją nim pożegnałem 2008,
Ale nie miałem zajawki na to, żeby niezwłocznie
Podbijać do niej tak jak to robili inni goście,
Ja chciałem… kurwa, co ja chciałem? no zapominam ciągle,
Ty, ale wydaje mi się, że wiesz co?
Że ja chciałem tylko patrzeć na jej paznokcie
I jak zwykle przez chwile studiować ich odcień.
Małpa – Paznokcie.